Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty!
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty!
[Marek Grechuta - Wiosna, ach to Ty]
Od tygodnia niezmiennie w Montpellier panuje piękna, piękna, piękna! pogoda, stąd w ramach wstępu ten wiosenny akcent, z pewnością nie ostatni w dzisiejszym poście.
Weekend spędziłam dość aktywnie, szczególnie sobotę, kiedy świętowaliśmy urodziny Alexa. Wtedy to około południa rozpaliliśmy grilla i mniej więcej do godziny 16tej bez ustanku nasze talerze pełne były samych pyszności, od wyśmienitych sałatek, przez moje ulubione merguez*, aż do perfekcyjnie przyrządzonych przez Julię czekoladowych fondantów**. Później zdecydowaliśmy się ruszyć z miejsca, bo piwo sączone w pełnym słońcu zaczęło skutecznie nas usypiać. Wzięliśmy piłki, deski i obraliśmy kierunek Odysseum***. Stamtąd był już tylko rzut kamieniem do skateparków i terenu 20 (conajmniej!) boisk do koszykówki. Jako, że nie jestem biegła w sztuce jeżdżenia na desce, zostawiłam chłopaków w skateparku i poszłam z Flo porzucać do kosza. Później dołączyła do nas reszta ekipy, pograliśmy wspólnie w koszykówkę, w piłkę nożną. Zdecydowałam się nawet dopaść longboard**** Victora i poćwiczyć jazdę na desce (zdecydowanie bardziej, niż rower przypadła mi do gustu ta właśnie forma lokomocji. Muszę jeszcze tylko trochę się wprawić, zanim będę się przemieszczać między samochodami na ulicach i pieszymi na chodnikach). Późnym wieczorem wróciliśmy wszyscy do nas do domu, zjedliśmy kolację, posiedzieliśmy w garażu przy kartach i grach planszowych, po czym każdy powrócił do swojego domu. Bez wątpienia, dzień urodzin Alexa był bardzo udany!
Od poniedziałku robiłam wszystko, żeby możliwie korzystać z nadejścia wiosny. Tramwaje już całkowicie puściłam w odstawkę, ich miejsce zastąpiły spacery z muzyką wypełniającą głowę i nadającą rytm moim krokom. Z zadowoleniem dostrzegłam podobne zmiany wśród mieszkańców Montpellier - tramwaje wyraźnie opustoszały a chodniki i ulice wypełniły się rowerami, rolkami, hulajnogami, deskorolkami oraz piechurami. Siedząc na ławce w parku z książką na kolanach, raz po raz podnosiłam wzrok znad zadrukowanych stron, by przyjrzeć się bliżej otaczającym mnie ludziom. Trawniki, ławki, murki - wszystkie wypełnione były po brzegi, co w Parc du Peyrou jest nie lada wyzwaniem, zważywszy na jego znaczną powierzchnię. Do tej pory nieśmiała zieleń, nagle intensywnie wystrzeliła swym najpiękniejszym kolorem, żeby otulić do tej pory chłodne otoczenie miasta. Ludzie w niej skąpani łapczywie wystawiali twarze w stronę słońca, jak gdyby nie świeciło tu ono od miesięcy. Wesoły gwar dobiegał mnie z każdej strony. To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy to fakt, że wszyscy wszędzie podobnie reagują na nadejście wiosny, bez względu na szerokość geograficzną i klimat. Dla każdego wiosna ma inne znaczenie, w życie każdego wnosi inne zmiany, ale w sercu każdego jej brak rodzi tęsknotę. Jej nadejście budzi głód ruchu, głód spotkań, głód uśmiechu, głód tworzenia, głód beztroski...
Czas tego tygodnia był to czas spędzony z książką w parku, z podręcznikiem do francuskiego w ogrodzie. Poszukiwania pracy ciągle niestety są bezowocne, ale liczę, że i w tej dziedzinie mojego życia wreszcie nadejdzie wiosna. Póki co staram się moje bezrobocie przeznaczyć na zajęcia pożyteczne: zajmuję się domem, ogrodem, kurami (!) i ... żołądkami domowników. Wczorajsza kolacja (pierogi z kurczakiem i marchewką w sosie śmietanowym) została skomentowana przez moją małą rodzinę owacją na stojąco. Aż się chce gotować!
Czas tego tygodnia był to czas spędzony z książką w parku, z podręcznikiem do francuskiego w ogrodzie. Poszukiwania pracy ciągle niestety są bezowocne, ale liczę, że i w tej dziedzinie mojego życia wreszcie nadejdzie wiosna. Póki co staram się moje bezrobocie przeznaczyć na zajęcia pożyteczne: zajmuję się domem, ogrodem, kurami (!) i ... żołądkami domowników. Wczorajsza kolacja (pierogi z kurczakiem i marchewką w sosie śmietanowym) została skomentowana przez moją małą rodzinę owacją na stojąco. Aż się chce gotować!
Jutro po południu wsiadamy w pociąg i jedziemy do Avignon odwiedzić rodziców Victora. Jego mama obiecała, że w niedzielę przyrządzi na obiad Paellę*****! Nie mogę się doczekać i na samą myśl o jej zjedzeniu burczy mi w brzuchu!
Mam nadzieję, że i u Was wiosna wreszcie święci triumfy. Życzę Wam wszystkim miłego weekendu, skąpanego w słońcu i pełnego ciekawych zajęć. A na koniec przypisy:
* czerwona, pikantna kiełbaska z jagnięciny lub wołowiny; tradycyjna potrawa kuchni tunezyjskiej;
** rozpływające się wewnątrz ciasteczko z gorzkiej czekolady;
*** końcowy przystanek wschodniej części miasta;
*** końcowy przystanek wschodniej części miasta;
**** dłuższa wersja normalnej deskorolki, znacznie od niej stabilniejsza, rozwijająca większe prędkości;
***** tradycyjna hiszpańska potrawa na bazie ryżu, owoców morza, kurczaka, często również królika z dodatkiem różnych warzyw.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz