WSZYSTKIEGO NAJ NAJ NAJLEPSZEGO, BRACISZKU!!!!
Teraz kilka słów o tym, co u mnie. Tydzień ten jak dotąd łudząco przypomina mi tydzień poprzedni. Przynajmniej biorąc po lupę aurę panującą na zewnątrz. Słoneczny, ciepły, wspaniały poniedziałek, po nim chłodniejszy, acz niemniej słoneczny wtorek, środa pełna chmur i wprowadzająca zapowiedź deszczu, wreszcie czwartek - spełniający te prognozy. Za oknem szaro, buro, z pewnością zimno (nawet nie mam ochoty specjalnie weryfikować, jak bardzo). Wstyd się przyznać, ale obudziłam się dopiero o 11:00. W dużym stopniu rękę przyłożył do tego Victor, który zamknął na noc okiennice, przez co żaden promień dziennego światła nie docierał do pokoju, tworząc tym samym mrok sprzyjający pozostaniu w łóżku. Dotychczas zdążyłam tylko napisać lettre de motivation i ugotować szybki obiad. O 18:00 idę na jakiś wernisaż z Victorem, następnie kierujemy się bezpośrednio na kolację do Jean-Luca i Marlene - mają przygotować coś pysznego! :)
Mam nadzieję, że nadchodzący weekend nie będzie podobny do weekendu poprzedniego, gdzie ściana deszczu nie pozwalała wychylić nosa poza próg domu. Tym bardziej, że w planach mamy Wielkanocny wyjazd w góry, do głuszy dziadka Marlene.
Wielkanoc... Szczerze przyznam, że nie byłam ani trochę świadoma, jak bardzo jej tu nikt nie obchodzi. Nie ukrywam, że Wielkanoc jest dla mnie świętem wyjątkowym, duchowym, świętem, na które mam zwyczaj czekać cały rok. Tymczasem tutaj Wielkanoc kojarzy się każdemu najwyżej z szukaniem czekolady w ogrodzie i z wolnym poniedziałkiem, który można przeznaczyć na wycieczkę do Barcelony. Brak jakiejkolwiek świątecznej atmosfery sprawia, że nie mogę sobie w ostatnich dniach znaleźć miejsca. Dlatego teraz bez wahania mogę oświadczyć - za rok z pewnością Wielkanoc będę spędzać w Polsce, w domu, z moją kochaną Rodziną!!!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz